motodd :: @Instagram :: YouTube
aktualności
Page X of Y


2023-07-05

 A może tym razem coś rodzinnego? (Część 1) @Insta

 

Oczywiście nie planowałem tego zakupu... Jak w przypadku większości moich samochodów, kupuje je sercem, a nie rozumem. Tym razem padło na coś NIEjapońskiego.

Historia zaczęła się, gdy zobaczyłem Hymera z 1981 u chłopaka mojej siostry - Tomka, który był w jego posiadaniu już 4 lata. Od razu zaraziłem się pasją do kamperów - miałem okazję go dotknąć, posłuchać i zachwycić się jego stylem. Klimat starego kampera jest nieziemski, to trzeba poczuć na własnej skórze, dotknąć grubych welurów, usiąść za kierownicą na wygodnym fotelu. Widok z pozycji kierowcy porównałbym do jakiegoś tarasu widokowego z tą różnicą , że ten taras widokowy potrafi się przemieszczać… coś pięknego. Osobówka nie daje wrażenia takiej przestrzeni i myślę, że każdy kierowca autobusu bądź ciągnika siodłowego, wie o czym piszę. Zainspirowany do rozpoczęcia kempingowego życia, po kilku miesiącach trafiłem na ogłoszenie (mojego) pewnego kampera sprowadzonego z Włoch i zarejestrowanego na zabytek. Podobnie jak w przypadku Chasera, Stagei, Laurela i w sumie wszystkich moich samochodów xD wiedziałem, że muszę go mieć.

Pierwsze oględziny nie wypadły po mojej myśli. Samochód oglądałem w Warszawie, jednak nie wróciłem nim na kołach i może to była dobra decyzja, ponieważ kamper przez dwa lata zrobił 20 kilometrów i sam właściciel nie chciał mnie puścić nim na tak długą trasę bez sprawdzenia czy wszystko jest OK. Åšrodek auta był w przeciętnym stanie, ale dlatego tylko ,że wiele rzeczy było zaczętych i nie skończonych i wyglądało to dosłownie tak jakby ktoś kiedyś rzucił narzędzia i kolejną rzeczą było zrobienie zdjęć do ogłoszenia. Jestem to w stanie zrozumieć, gdyż nakład pracy jaka już była wykonana była bardzo duża, ale z drugiej strony zostało jeszcze więcej i podejrzewam, że to przerosło poprzedniego właściciela.

Samochód finalnie kupiłem kilka tygodni później i wraz z córką wybrałem się po odbiór do Warszawy. Wracaliśmy na kołach do Gliwic z jednym przystankiem po drodze na tankowanie. Kilka rzeczy mnie zaskoczyło pozytywnie, kilka negatywnie. Z dobrych stron to fakt, że Hymer tę trasę zrobił bez zająknięcia: 2.4 diesel z 65 KM pod maską musi być bezawaryjny i w pospolitych "Kaczkach" robił po 2 miliony kilometrów bez remontu. Mój zabytek ma coś ponad 100k na blacie, więc podejrzewam że właśnie się dotarł. Ten sam plus jest zarazem minusem: 65 KM nie pozwoli Ci się za szybko rozpędzić, a jazda z mniejszymi prędkościami na trasie nie jest przyjemna, gdyż jest się wyprzedzanym przez ciężarówki. Oczywiście Merc jest w stanie osiągnąć większą prędkość niż 90km/h, ale traci się wtedy ogromnie na komforcie jazdy, którego i tak tam brakowało w tym czasie. Dość pozytywnie zaskoczyło mnie spalanie, które na moje oko nie przekroczyło 10 litrów na sto. To chyba dobry wynik jak na takiego kloca.

Samochód w domu - co teraz?

Trzeba ułożyć jakiś plan napraw, modyfikacji i wszystkiego co sprawi, że Hymerem będziemy mogli gdziekolwiek pojechać. No i to chyba najgorsza część opowieścim, gdyż w dziedzinie kamperów byłem totalnie zielony. Odkrywanie nowych horyzontów jest ciekawe, ale także bardzo zajmujące. Na czytaniu o rozwiązaniach, oglądaniu filmów spędziłem tygodnie. Oczywiście z drugiej strony jest to mega ekscytujące zajęcie i sprawia mi przyjemność, ale otwieranie kolejnych drzwi uświadomiło mi, jak mało wiedziałem i ile jeszcze przede mną. Mechanika, elektryka, instalacja wodna, meble, toaleta i wiele innych drobnych rzeczy, których nie spotka się przy modyfikacjach aut osobowych. Prace zacząłem od środka, stwierdzając, że przecież prędzej można gdzieś się wybrać nie pomalowanym autem z działającym wnętrzem niż odwrotnie. Wysprzątanie, wymontowanie większości zajęło mi z przerwami kilka tygodni.

Zdemontowane meble, łóżko, wycięta stara instalacja elektryczna to był początek prac. Oceniam straty, czytam i słucham rad Tomka i Kasi. Po drodze okazuje się, że nie działają siłowniki łóżka, przednia deska wymaga odbudowy, lodówka wymaga wymiany a szafki poprawek, uszczelki są do wymiany. W międzyczasie rodzą się w głowie pomysły na usprawnienia. Po zamówieniu materiałów na odbudowe deski i półki nad kierowcą zamawiam materiał na obicie tych elementów, klei, wkrętów, głośników do przedniej deski i materiałów wygłuszeniowych. Siłowniki udało mi się dobrać z innego pojazdu po wymiarach, więc jedna rzecz z tysiąca może zostać skreślona z listy. Szafki - na ile to możliwe - zostały wzmocnione nowymi profilami wewnątrz. Kilka frontów oraz blat pod zlew i kuchenkę zleciłem do dorobienia na wymiar. Oryginalny zlew postanowiłem zostawić i wpuścić go w nowy blat, a nie jak to było w oryginale, gdzie był na szafce. Zabieg ten da nam trochę więcej przestrzeni blatowej. Pod wszystkie szafki wiszące zamówiłem paski LED oraz nowe karnisze. Oryginalne żarówki, gdzie tylko to było możliwe, zastąpiłem LEDami, a malutki wentylator w okapie dwoma wentylatorami komputerowymi. Po kilkunastu godzinach poszukiwań zdecydowałem się jak będzie rozwiązana elektryka i ogólnie zasilanie części mieszkalnej. Ze względów bezpieczeństwa w planach mam rezygnację z zasilania gazowego. Na dzień dzisiejszy śmiało mogę stwierdzić, że instalacja gazowa nie ma sensu, gdyż przez te 40 lat technologia akumulatorów i całego sposobu ładowania poszła tak do przodu, że spokojnie kilka systemów jak lodówka, można zastąpić zasilaniem 12V, nie ryzykując jak przy zasilaniu gazowym. Ogrzewanie postanowiłem zastąpić webasto na diesla. Piecyk truma podobno sprawdza się super, jednak wolę nowocześniejsze rozwiązanie. Poza tym - mój odmówił posłuszeństwa. cdn.